Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Pierwsze dwa zdjęcia przedstawiają źródlisko pod kapliczką Matki Bożej w Podklasztorze (Krasnobród), w porze kiedy światło na zewnątrz jest podobnej jasności do tego pochodzącego od lampki elektrycznej, oświetlającej to miejsce. Na takiem momencie mi zależało, aby cała scena była zrównoważona pod względem jasności. Ta lampka daje jakieś zazielenienie od klosza i nie bardzo da się to później usunąć, bo trzeba wiedzieć że "zafarb" zielony jest najtrudniejszy do usunięcia w postprodukcji.

Spójrzmy teraz na to piękne, czerwone drzewo, które rośnie na wzniesieniu między wsią Wychody a Kąty. Było tam podczas wojny stanowisko artyleryjskie, a po wojnie nie wiem od którego roku ale tak do lat 90-tych może, stała tam wysoka wieża triangulacyjna, z której można było podziwiać kapitalny widok na lasy RPN i nie tylko. Wydaje mi się, że robiłem tam jakieś zdjęcie ale nie mogę go w kliszach odnaleźć. Wieża była już w kiepskim stanie i została tak na początku lat 90-tych obalona. To taka dygresja ale wróćmy do tego drzewa - chyba jest to jakaś dzika grusza. Ano nie wiem ile już lat nie udawało mi się tego drzewa sfotografować w takim bujnym stanie przebarwienia jesiennego, bo albo samo drzewo jakoś marnie się przebarwiało albo wiatr liście zrywał przed czasem. I tak mijały lata. Dopiero w minionym roku 2018 wszystko zagrało i udało się to zdjęcie wykonać.

Zdjęcie ostatnie pochodzi ze wspomnianego wcześniej "pleneru bzowego". Nie ograniczałem się tylko do bzów oczywiście. I taki oto ciekawy widoczek napotkałem za Radrużem - ule przy starej kapliczce. Ucieszyłem się tymi ulami, bo im więcej elementów na zdjęciu tym ono ciekawsze.

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 19 stycznia 2019
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Pierwsze trzy zdjęcia od lewej pochodzą z tego "pleneru bzowego", o którym pisałem piętro niżej.

Jakieś piętnaście albo dwadzieścia lat temu Marek zrobił ujęcie podobne do tego jakie widzicie na zdjęciu trzecim od prawej. Wówczas jednak ściany ruin cerkwi w Lubyczy-Kniaziach były obsmarowane napisami więc musieliśmy to czyścić na kompie. Dopóki taki stan się utrzymywał, nie bardzo kwapiliśmy się do dalszego fotografowania tego obiektu. No i mniej więcej rok temu oczyszczono ściany, gdyż kręcono tam jakiś film. Wobec tego pospieszyłem tam w odpowiednim czasie aby powtórzyć to zdjęcie - tym razem robiąc składankę z kilku obrazów. A czas odpowiedni oznacza w miarę bezchmurne niebo i słońce jak najwyżej nad horyzontem - czyli któryś z dni czerwcowych. Wówczas słońce zagląda do wnętrza obiektu i oświetla ściany bezpośrednio oraz z odbicia.

Powtórzyłem również inny pomysł Marka - te kręcone schody, których nie wiele już się zachowało, bo w pewnym momencie dziejów zostały wyparte przez banalne klatki schodowe, a wszak takie kręcone mają niepowtarzalny urok.

Na zdjęciu ostatnim widzimy wjazd do Hoszni w czasie Złotej Polskiej Jesieni. Co roku jeżdżę tam w takich warunkach pogodowych i przyrodniczych, aby fotografować oraz podziwiać samą górę Łysiec oraz jej otoczenie. Uważam, że jesienią jest to miejsce najwspanialsze wizualnie na całym Roztoczu. Kolejne zdjęcia z tej wizyty zobaczymy nieco później.

Sprawy techniczne
Jak widzicie w adresie - Marek dostosował stronę do protokołu https (certyfikat SSL), z wiadomych przyczyn. Przy okazji usunął z podpisów fotografii informację o tym, kto jest autorem danego zdjęcia. Jest to w sumie mało istotna informacja, a dodatkowa linijka tekstu zabiera miejsce na opis, który czasem musi być bardziej obszerny.
Jednocześnie Marek buduje nowszą wersję strony, lekko ją unowocześniając. W nowej będzie też dział "Linki", gdzie zamieścimy adresy stron roztoczańskich wartych odwiedzenia. Te prace oczywiście nie wpływają w żaden sposób na dostęp do treści.

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 12 stycznia 2019
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Dziś wybrałem fotografie z jednego rowerowego "pleneru bzowego" ale nie są to zdjęcia wszystkie - resztę zobaczymy w następną sobotę. Celem najważniejszym był krzyż na polach między Horyńcem a Radrużem (dwa pierwsze zdjęcia od lewej), gdyż nie mieliśmy tego obiektu dotąd w ogóle uwiecznionego. Tego dnia zajechałem jeszcze dalej, aż pod granicę, a trasę tak zaplanowałem aby jechać od obiektu do obiektu. Głównie zależało mi jak widać na przydrożnych krzyżach i figurach. Jeśli bowiem przydrożny krzyż jest otoczony krzewami lilaka, to jest tylko jeden słuszny termin aby go fotografować - wówczas kiedy lilak kwitnie. W ciągu roku mamy tylko jeden, a najwyżej parę dni kiedy bzy są w pełni rozkwitu, a niebo przy tym bezchmurne i nie wieje zbyt silnie. W taki czas trzeba koniecznie ruszyć w plener. Jest jeszcze jeden problem logistyczny - trzeba tak jechać aby podczas dnia być przy danej figurze w chwili kiedy słońce ją oświetla, bo są one różnie zorientowane. W pewnych przypadkach istnieje jeszcze inny problem - drzewa lub inne elementy rzucające cień, co również wymusza taki a nie inny czas fotografowania. Tak było w przypadku krzyża na zdjęciu drugim od prawej. Zrobione zostało w ostatniej chwili, bo już za moment duże drzewa za plecami rzuciłyby na niego cień.

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 5 stycznia 2019
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Dziś powracamy w świat podziemi - czyli do sztolni w Senderkach. To ta sama sztolnia, którą widzieliśmy wcześniej. W minionym roku postanowiłem obfotografować ją pieczołowicie, stosując różne sposoby oświetlenia. Te zdjęcia o proporcjach innych niż typowo małoobrazkowe to składanki.

Marek czekał na zewnątrz będąc elementem systemu bezpieczeństwa. Gdybym bowiem w umówionym czasie nie wypełzł z nory, to mógłby szybko wezwać pomoc. Niestety pod ziemią przydałby się bardzo, bo jest taki bardzo dobry sposób fotografowania sztolni, który wymaga uczestnictwa w procesie dwóch osób, z których jedna obsługuje lampę, a druga aparat foto. Wygląda to następująco - jeden zostaje przy aparacie umieszczonym na statywie, a drugi idzie z lampą błyskową w dal i co jakiś czas błyska, oświetlając kolejne partie korytarza. Wówczas uzyskujemy oświetlony tunel na dłuższym odcinku i to w taki sposób, który ukazuje fakturę skał - bo błyskamy pod kątem. To oczywiście naświetla się na jednej klatce (na czasie B). No i ten człek przy aparacie pełni niezwykle ważną rolę - gdy bowiem operator lampy błyskowej błyśnie i chce przemieścić się dalej, to oczywiście musi włączyć sobie jakąś latarkę, bo tam panuje ciemność absolutna. Wówczas popsułby tym światłem latarki zdjęcie, bo aparat cały czas ma otwartą migawkę. Zwłaszcza gdy później ma wrócić i świecić czołówką w stronę aparatu. Ów operator aparatu foto musi przysłaniać obiektyw czymś, kiedy zdjęcie jest naświetlane oraz zamknąć migawkę, gdy operator lampy zechce wrócić. Jedno z wcześniejszych zdjęć jednak wykonałem w ten sposób sam. Ale to istny koszmar był. Musiałem wracać niemal po omacku, obijając się o kamole, przyświecając sobie tylko ciemną, czerwoną latareczką, którą na dodatek musiałem świecić do tyłu, aby nie zarejestrowała się później na zdjęciu czerwona linia.

Problemy tego typu sprawiły, że głównie wykonywałem zdjęcia z lampą doczepioną za pomocą kabla do aparatu albo błyskałem na czasie B ale nie odchodziłem nigdzie dalej. Można ten problem rozwiązać nieco inaczej - przez rozstawienie w kilku miejscach wzdłuż chodników lamp świecących światłem ciągłym - chociażby naftowych. Wadą jest jednak fakt, iż ogień zużywa tlen, ale zaletą jest fakt, że gdy ogień przygasa, to wiemy, że tlenu jest mało i trzeba wiać. Sztolnie w Senderkach są suche, drewniane stemple więc nie gniją i nie ma tam problemu z gazami niepożądanymi typu siarkowodór czy Co2.

Mam nadzieję, że jakoś to jasno wyjaśniłem i przynajmniej zaawansowani fotografujący połapią się w tych moich mętnych wywodach ;)
Zostało jeszcze parę zdjęć sztolni do wstawienia ale będziemy je dodawać już pojedynczo, wespół z innymi tematami.

Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam wielu Łask Bożych w Nowym Roku 2019 :)

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 29 grudnia 2018
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Widoczna na pierwszym zdjęciu tabliczka w RPN znajduje się przy wieży widokowej, przy stawach Echo. Niesamowite jest, że nikt jej jeszcze nie wymienił na nową, a wszak to jedno z najbardziej obleganych przez turystów miejsc na Roztoczu. To, że tabliczki nie wymieniono dla nas oczywiście jest powodem do radości, bo wspominamy z sentymentem dawne proste, zaściankowe Roztocze, z którego zostały już tylko takie okruchy. Stąd staramy się je zatrzymać na tradycyjnej kliszy filmowej, gdyż tylko ten sposób rejestracji obrazu umożliwia zachowanie specyficznego klimatu obiektów starych.

Teraz spójrzmy na zdjęcie piąte od lewej. Co ono przedstawia - trudno dociec. Raczej nie jest to bardzo stary krzyż przydrożny, ale skała jest jak widać wygładzona. Może to jakiś orientacyjny "słupek" graniczny? Tak czy inaczej jest to coś starego i stało od wielu lat pionowo, skoro jest w tej pozycji wrośnięte w pień. Aby tam dotrzeć należy po wjeździe na tę górkę przed Hutą Złomy skręcić w prawo (jadąc od Dębin), w polną drogę wiodącą do przysiółka Dolinki. To pierwsze i jedyne tam samotne drzewo na skrzyżowaniu dróg. Natknąłem się na ten dziwno-kształtny głaz  w sposób następujący - kręcąc się po okolicy, mając już na liczniku kilometry dojazdu z Zamościa, a w perspektywie powrót (rowerowy), postanowiłem gdzieś klapnąć w cieniu aby coś zjeść. Zobaczyłem w oddali to drzewo i tak natknąłem się na ową skałę.

Reszta zdjęć chyba nie wymaga specjalnego komentarza więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wszystkim Wam Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia! :)

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 22 grudnia 2018
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Jeśli nie macie nic przeciwko, to może zajrzymy dziś do kasztanowej alei pod Narolem...
Mamy dwa terminy kluczowe, kiedy każda aleja kasztanowa wygląda najlepiej - wiosna, gdy kasztany kwitną oraz jesień gdy liście się przebarwiają, a ściślej zasychają. W tym roku znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu i czasie w dwóch tych terminach i oto powyżej widzicie moje fotografie wykonane na negatywie, zaś Marka naświetlone na slajdzie zobaczymy w przyszłości.

Temat ten jakże istotny srogo zaniedbaliśmy, gdyż aleja owa należy do tych motywów, które często mijamy ale niemal wcale nie fotografujemy. Jest to wprawdzie główna rowerowa trasa na wschód dla nas ale nie można alei fotografować "przy okazji", bo jadąc w jedną stronę trafiamy "w samo południe", a przy powrocie w kompletną ciemność. A to nie są wszak warunki dobre do tego motywu. Trzeba być tam punktualnie nieco przed zachodem słońca i pozostać do samego zachodu. Czyli pojechać specjalnie tam i już nigdzie indziej. Jedynie wówczas światło będzie optymalne i uzyskamy ten charakterystyczny senny klimat schyłku dnia, o wyrazistej smakowitości plastycznej. Aby było trudniej - trzeba jeszcze trafić dzień kiedy mamy czyste niebo do zachodu oraz brak wiatru.

Wszystkie te fotografie są obrazami powstałymi z połączenia przynajmniej dwóch klatek, a w przypadku panoram - co najmniej trzech. Tak jak wspominałem wcześniej - skłaniamy się już raczej ku wykonywaniu samych składanek. Szczególnie tyczy się to motywów najważniejszych, w optymalnych warunkach oświetleniowych.

Co ciekawe na wiosnę i jesienią całkiem sporo osób odwiedza to miejsce i można sobie z tymi jej miłośnikami uciąć miłą pogawędkę, podczas fotografowania. To pokazuje jak ważny jest to obiekt przynajmniej dla tych turystów, którzy wolą takie atrakcje, a nie te à la plastic-fantastic, typu kolorowy siur z LED-owej fontanny czy rzeźby z obrabiarki CNC.

Trzeba podkreślić, że droga przez aleję wiedzie właściwie donikąd, co sprawia, że jeździ tu mało aut. Można więc bezpiecznie i spokojnie fotografować, stojąc na środku asfaltu.

Stan alei jest jednak niepokojący. Po pierwsze nie zauważyliśmy aby kasztany ktoś chronił przed robalami. Po drugie - traktorzyści orzą już niemal pnie. Po trzecie w miejscach gdzie drzewa ścięto (bo zdaje się uschły), nikt nie sadzi nowych aby zapełnić luki. A wszak kasztanowiec to drzewo raczej krótkowieczne. Stąd dodajemy tę aleję do listy roztoczańskich obiektów którym prędzej czy później grozi zagłada, czyli takich które fotografujemy priorytetowo.

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 15 grudnia 2018
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Zacznijmy od fotografii pierwszej od lewej. Dawno temu, podczas eksploracji przygranicznych terenów okolic miejscowości Prusie, znaleźliśmy krzepkie drzewo i na nim  tabliczkę z takim odręcznym napisem. Po latach postanowiłem tam podjechać i spróbować drzewo ponownie odnaleźć aby pyknąć fotografię analogową, którą właśnie widzicie. Zanim jednak tam dotarłem kręciłem się po okolicy, co oczywiście nie uszło uwadze czujnych miejscowych filanców ;) Wkrótce podjechał do mnie pogranicznik na motorze, a gdy mu o tej tabliczce wspomniałem - zdecydowanie zaprzeczył aby tu coś takiego było. Jednak dosyć szybko znalazłem to drzewo i ogarnęła mnie wówczas wielka satysfakcja! Bo wszak nie ma większej satysfakcji dla eksploratora niż wiedza o obiekcie tak blisko granicy się znajdującym, o którym nie wie Straż Graniczna! A nie wie, bo to drzewo wprawdzie jest przy leśnej drodze, po której pewnie jeżdżą pogranicznicy ale sama tablica jest umieszczona od drugiej strony - dlatego z drogi jest niewidoczna. Aby ją zobaczyć trzeba po prostu obejść drzewo.

Spójrzmy na następne zdjęcie - ukazuje pomnik w Kobylance na cześć powstańców styczniowych. Zaskakuje jego forma! Jest to ani chybi starożytny obelisk, stawiany ku czci egipskiego "boga" słońca Ra. Później był również używany w kulcie niejakiego Baala, na dodatek mając znaczenie falliczne. Jak odkryli historycy - w kulcie Baala był też rytuał składania ofiar z dzieci.
Pytanie nasuwa się takie:
- Czy powstańcy walczący pod Kobylanką byli czcicielami któregoś z tych bożków, skoro "obdarowano" ich takim monumentem?
Jest silnie groteskowe, że odwiedzający to miejsce składają kwiaty i palą znicze pod fallusem Baala.

Kolejne zdjęcie to pomnik pod Zaborecznem, upamiętniający tym razem partyzantów z II WŚ - i znowu pomnik od tej samej egipskiej sztancy.

Kręcąc się po okolicy Kobylanki natknąłem się na jakieś walające się tu i tam - płyty bitumiczne, które wziąłem wpierw za jakieś śmieci ale coś mi tu nie grało - bo kto by nowe płyty wyrzucał do lasu? Podjechałem do jednej, przeczytałem opis i sprawa się wyjaśniła - to takie domki dla węży.

Z tej wyprawy do Kobylanki i stawów Koman wracałem przez Rudę Różaniecką, gdzie stoi ciekawy obiekt - maszyna parowa, która w dawnych czasach służyła za silnik tartaku. Szkoda, że tych parowych machin niewiele się u nas zachowało - prawdopodobnie musiały pójść na złom, ze względu na potrzeby materiałowe tej czy innej zawieruchy wojennej.

Na kolejnym zdjęciu widzimy zaiste osobliwie położoną chałupinę w miejscowości Brody Małe. Ciekawy kontrast między tradycją a nowoczesnością.

Ostatnie zdjęcie przedstawia jedyną zdaje się w obszarze naszych zainteresowań ambonę piętrową. Znajdziemy ją w okolicach Baszni, przy linii kolejowej wiodącej do Horyńca. Pomysł ciekawy ale i wielce niebezpieczny! Wyobraźmy bowiem sobie myśliwca, któren drzemie dajmy na to w tej górnej ambonie, a tymczasem w tej dolnej drugi myśliwiec ocknął się, ujrzał dzikiego zwierza i nagle baaach! Niespodziewanie walnął doń z fuzji. Wiadomo, że nie będzie ostrzegał przed wystrzałem sąsiada, bo by zwierza spłoszył więc można podejrzewać, że ten drugi myśliwiec drzemiący, zaskoczony niespodziewanym strzałem, dostanie ataku serca pewnikiem.

Dziś jak widać skupiliśmy się na obiektach dziwnych i dziwniejszych, których na Roztoczu jest wielka obfitość. Było trochę śmieszno i trochę straszno, bo takie jest Roztocze i nic na to nie poradzimy ;) Skanuję dalej więc kolejne fotografie zobaczymy w następną sobotę.

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 8 grudnia 2018
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Powiększenia fotografii znajdziesz w zakładce Nowe fotografie, a poniżej słów kilka na ich temat:

Zdjęcie pierwsze od lewej postało spontanicznie - to znaczy nie mieliśmy zielonego pojęcia o tym, że we Floriance pod dawną leśniczówką kwitną na trawniku przebiśniegi. Bo i chyba wcześniej ich tam nie było? Takie niespodziewane znaleziska bardzo radują ale cieszy jeszcze bardziej, gdy po kilku latach oczekiwania na idealne warunki pogodowo-przyrodnicze, uda się wreszcie powtórzyć zdjęcie, które się kiedyś sknociło. Tak było w przypadku zdjęcia drugiego od lewej.

A było to tak... - Po tym jak w Białym Słupie na górce postawiono wieżę widokową, uzyskaliśmy bardzo korzystne warunki do zrobienia tego ujęcia, bo nieznaczne wzniesienie ponad grunt sprawiło, że na tle drzewa onego nie ma nieba, które w takim kadrze jest zbyteczne. No i na wiosnę po ustawieniu onej wieży wykonałem takie same ujęcie ale...
Przez lenistwo nie wziąłem ze sobą statywu i aparat po prostu przywiązałem do barierki gumą do spinania bagażu. Wykonałem tylko jedną klatkę, bo wcześniej nazbyt pohulałem i wypstrykałem cały film. I co się okazało po wywołaniu? - Ano okazało się, że zdjęcie jest kompletnie poruszone, bo widocznie aparat powoli opadał, a na dłuższym czasie i przy długiej ogniskowej to wystarczyło aby uzyskać poruszenie. Postanowiłem więc następnej wiosny spróbować ponownie ale znowu nie udało się! Nie co roku to stare drzewo tak ładnie kwitnie, aby było gęsto nabite kwieciem. A jak już kwitnie, to nie każdego roku w tym czasie zdarzają się optymalne warunki meteo - bezchmurne niebo o samym zachodzie i brak silniejszego wiatru (wiatr porusza drzewem ale też i samą wieżą). Tak więc upłynęło parę ładnych lat zanim trafiliśmy na wiosnę kiedy wszystkie korzystne warunki zaistniały w jednym momencie. A zdarzyło się to właśnie wiosną roku 2018. Tutaj jeszcze należy wspomnieć o jednym czynniku utrudniającym - turystach, którzy włażąc po schodach telepią całą wieżą.
Takich sytuacji wieloletniego czekania na idealne warunki było kilka i obecnie nadal mamy takie ujęcia, które od kilku lat próbujemy wykonać i co roku nie udaje się.

W roku 2018 (z okazji obchodów 100 lecia odzyskania niepodległości) wiele roztoczańskich pomników już od wiosny było ozdobionych flagami oraz wiele zostało wcześniej odnowionych więc wykorzystałem tę sposobność do ich fotografowania. Będziemy je sukcesywnie pokazywać.

Wreszcie zrobiliśmy zdjęcie kościoła modrzewiowego w Tomaszowie Lubelskim, bo aż wstyd że dotąd tak zacnego obiektu nie mieliśmy w kolekcji! To przez to, że głównie skupialiśmy się na fotografowaniu miejsc nieznanych i na miejsca znane zawsze brakowało czasu. Stąd od paru lat skupiam się właśnie na obiektach "flagowych" aby to nadrobić.

Kolejne zdjęcie przedstawiające tabliczkę na budynku skupu mleka w Łosińcu podpowiada nam, że takie klimaty właśnie odchodzą do przeszłości, dlatego warto je fotografować zanim zanikną. Bardzo cennym elementem tradycyjnego krajobrazu roztoczańskiego są drewniane słupy przy linii kolejowej wiodącej przez Prusie, Horyniec, Lubaczów, które widzicie na zdjęciu kolejnym. Takie coś to chyba można już tylko w Bieszczadach zobaczyć. Podobnie jest z klasycznymi semaforami na stacji przeładunkowej w Werchracie - w Zamościu jeden taki stoi przy drodze nad Zalew koło Rotundy jako zabytek, a w Werchracie to normalka.

Limit ględzenia na dzisiaj już przekroczyłem więc...

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 1 grudnia 2018
Roztocze i okolice - nowe fotografie analogowe (z roku 2018)
Szanowanko!

Na tę sobotę wybrałem siedem zdjęć z jednej ze sztolni w Senderkach. To ta, do której "wejście" pojawiło się gdy pilarz ścinający drzewo zapadł się pod ziemię ;) Temat sztolni silnie zaniedbaliśmy, stąd mieliśmy mało zdjęć tych obiektów więc w mijającym właśnie roku zabrałem się za fotografowanie tych "nor", zwłaszcza że stan ich jest już z lekka katastrofalny. Chociaż nie wszystkich i nie wszędzie. Odnoszę wrażenie, że sztolnie utrwala powietrze! Znane jest bowiem zjawisko polegające na tym, że świeża krucha skała piaskowcowa (po odłupaniu dajmy na to w kamieniołomie), leżąc w kontakcie z powietrzem - ciemnieje i utwardza się. W sztolniach zauważyłem to samo zjawisko. Przy wejściu i w niedalekiej od niego odległości skały są szarawe, w dobrym stanie, nie sypią się. Im zaś dalej w głąb tym piaskowiec jest bardziej "sypki", ze stropu opadają wielkie kamole, a barwa skały jest jasna, mimo że czas od ich porzucenia upłynął już znaczny. Bo tam powietrze dochodzi z trudem. Dlatego warto oczyszczać wejścia aby przewietrzać sztolnie i tym samym je konserwować.

W sztolniach również wykonałem zdjęcia "składanki", złożone z co najmniej dwóch oddzielnych klatek, uzyskując bardzo szeroki kąt widzenia, a stosując obiektyw  28mm. Dzięki temu perspektywa jest normalna, a nie taka jak w kamerkach sportowych. Zdeformowana perspektywa sprawia, że na fotografii zaczyna być "widoczny" sprzęt, a to przeszkadza i odwraca uwagę od tematu. To jak w filmach - filmowiec tak filmuje aby człowiek nie rejestrował tej całej strony technicznej - ona ma być niewidoczna.

Fotografowanie w sztolniach jest ekstremalnie trudne, ze względu na ekstremalnie trudny teren (odpadłe ze stropu głazy tworzą swoisty tor przeszkód), oraz ze względu na ciemność i ciasnotę. A jeśli fotografujemy bardziej ambitnie - to znaczy otwieramy migawkę i wielokrotnie błyskamy lampą w różnych miejscach czy stosujemy inne źródła światła, naświetlając na długich czasach - wówczas cały proces jest bardzo czasochłonny i mozolny. Czasem trzeba po ciemku obijać się o ściany i potykać o kamole, a wszak czas spędzony w terenie grożącym zawaleniem należy jak najbardziej skracać. I tu powstaje pewien stres na styku tych dwóch sprzeczności. Trzeba jednak spieszyć się z fotografowaniem, bo jeśli powstaną kolejne zawały to obiekty staną się niedostępne. A wówczas raczej nikt nie wyłoży środków aby je odkopać i konserwować. Czyli sztolnie przestaną być dostępne na zawsze. Jak już kiedyś wspominałem - na Roztoczu obecnie staram się fotografować w pierwszej kolejności właśnie to co sprawia wrażenie, że zniknie jako pierwsze.

To nie są wszystkie zdjęcia ze sztolni z tego sezonu - w sumie zrobiłem ich ponad dwadzieścia. Reszta jest już zeskanowana i za jakiś czas je też pokażemy. Okazało się, że niemal wszystkie klatki zostały naświetlone prawidłowo, mimo dosyć swobodnego podejścia autora do procesu fotografowana ;) To zasługa negatywu - ma tak dużą tolerancję w naświetlaniu, że trudno coś popsuć. Ze slajdem to już zupełnie inna historia. Ale o tym szczegółowiej napiszę w swoim czasie.

Jak zwykle powiększenia znajdziesz w zakładce Nowe fotografie >

Signing off :)

---
Tomasz Piotrowski, 24 listopada 2018