Klęski urodzaju ciąg dalszy...
Dzięki optymalnym warunkom na wiosnę - podczas kwitnienia - teraz roztoczańskie jabłonki, gruszki i śliwki są oblepione owocami. Na zdjęciu kadr z naszej Roztoczańskiej Wytwórni Zdrowego Jadła, a w sakwach załadowane papierówki, najlepsze jabłka do smażenia. Oczywiście organiczne czyli nieskalane żadną chemią z piekła rodem. Warzywa i owoce organiczne są odpowiednio droższe od tych, które dostaniemy w "handlu głównego nurtu", stąd w tych dwóch sakwach znajduje się około 150 PLN. A to tylko jeden z wielu transportów papierówek w tym roku i nie ostatni. Jakby tak policzyć wszystkie plony z roku, jakie osiągamy, to wyszłaby jakaś niewyobrażalna kwota. (Mamy niemal wszystkie warzywa i owoce, w tym takie, których nawet w sklepach nie dostaniemy). Na żywienie się warzywami i owocami wolnymi od chemii (w dowolnych ilościach) stać niewielu nawet w dużych miastach. Wystarczy jednak mieć skrawek ziemi na prowincji, włożyć w to jedynie sporo pracy i jemy jak najbogatsi, będąc teoretycznie ubogimi. Do tego taka praca zamiast stresować - relaksuje, uszlachetnia i czyni człeka zdrowszym. Ciekawy paradoks.

Tymczasem w busach jeżdżących między Zamościem a wsią co widzimy? Babki wiejskie wożą z miasta nawet sałatę (sic!). Takie lenistwo zapanowało na wsi, że im się nawet sałaty nie chce posiać i wożą przysłowiowe "drzewo do lasu". Wiemy o kobiecinie, która codziennie busem jeździ do miasta po... bułki! Po te dmuchane bułki, kiedy sama może sobie lepsze upiec. No pewnie - zamiast pracować lepiej siedzieć przed lywizorem i durny serial oglądać cały dzień, popijając kawą chemiczne ciastko z marketu. Jeśli chcemy znaleźć najbardziej leniwych ludzi w Polsce to są to obecnie rdzenni mieszkańcy wsi -  dawniej ludzie najbardziej pracowici. Zaorali łąki, zaorali ogrody i sady - wszędzie zboże! Zaorali by drogi ale nie mieliby jak zboża wywieźć z pola, no i nie dojechaliby na zakupy do marketów. Całe lato prawie ludzi na wsiach nie widać - wszyscy siedzą przed lywizorami - oprócz tych, co tyrają za granicą na nowy, większy... lywizor. Zaś te młode umieją dziś jeno macać Facebooka na smartfonie.

Na Roztoczu codziennie pada więc nastąpiło pewne spowolnienie fotografowania więc czekamy na jakiś pewny dzień bez deszczu aby znowu gdzieś dalej się wybrać. Te deszcze oczywiście mogą wytworzyć ciekawe warunki do zdjęć tu i ówdzie więc trzeba mieć to na uwadze.

---
T. Piotrowski

18 lipca 2018r.
Plener dzisiejszy
Od dawna chciałem zrobić zdjęcie osobliwego gniazda bocianiego, bo zbudowanego na triangulu. Znajduje się ono tuż za Antoniówką, jadąc od drogi nr 17 w stronę Zaboreczna, widoczne po prawej stronie. I tak rok za rokiem mi mijał, bo albo było nie po drodze albo już za późno, bo bociany się zwinęły. Zależało mi na jako takiej słonecznej pogodzie i na tym by zboże było na polu, a nie ściernisko. Dziś nie było najgorzej i nawet udało się pstryknąć moment kiedy bociek rodzic z gniazda odlatuje po kolejny posiłek dla młodych. Jak widać na fotce podglądowej w odpowiednim do zdjęć miejscu stoi znak drogowy, do którego można przywiązać monopod. Idealna ogniskowa aby objąć całość tam to 200mm.

Ciekawostki widziane po drodze
W Krynicach ekipa ze sześciu chłopa zdziera nalepki odblaskowe na barierkach otaczających chodnik, na oko wyglądające jak nowe. Zadziwiony zapytałem ich - czy stare były nie dobre, na co mi odpowiedzieli, że komuś się nie spodobały i teraz barierki będą żółte. I rzeczywiście - kawałek dalej - w Polanówce są już pomalowane na żółto. Najwyraźniej w drogownictwie również są jakoweś modowe trendy i w tym sezonie modne są barierki żółte, a nie biało czerwone.

W klinkierni w Budach opasano wejście siatką i ustawiono tabliczkę zakazującą wstępu więc miałem nosa aby się z fotografowaniem spieszyć, bo teraz może to być utrudnione, a po za tym prędzej czy później wszystko co ciekawsze zostanie stamtąd wywiezione, a sam obiekt może nawet wyburzony. Szkoda.

---
T. Piotrowski

13 lipca 2018r.
Cześnie latoś obrodziły!
Właśniem powrócił z Roztocza Szczebrzeszyńskiego, gdziem udał się specjalnie po cześnie dzikie, które niebywale obficie owocują, a owoce są maksymalnie dojrzałe, w smaku iście powalające. Warto zadać sobie nieco trudu, pokrzywami się posiec, kleszczy nałapać, kolcami przyodziewek poszarpać, potem się zalać i strachu najeść podczas łażenia po gałęziach - ale nazbirać prawdziwych owoców, które pod względem zdrowotnym na łeb biją te kupne giganty bez smaku i zapachu, suto chemią zaprawione, niczym mumia Lenina. Trafiłem na czerwone i na czarne, a jak widać na zdjęciu - zanim odjechałem do Zamościa - schłodziłem owoce w źródle pod pomnikiem szarańczaka w Szczebrzeszynie, bo jak wie każdy kierowca chłodni - fracht musi być należycie schłodzony ;) Wzbogacą między innymi ratafię rocznik 2018, która właśnie powstaje.

Co ciekawe buty rowerowe, przez swą sztywność i przyczepność okazały się wyśmienite do wspinaczki drzewnej! Można w nich włazić niczym niedźwiedź - po rosochatym pniu, nawet bez bocznych odgałęzień! Czasem trzeba, bo niektóre cześnie są potężnymi drzewami. Oczywiście zbieramy w takich miejscach, gdzie wiadomo, że nie należą do nikogo. Zresztą jeśli do tej pory owoców nikt nie zebrał, to znaczy, że mogą je zebrać jeno szpaki, bo owoce przechodzą już w fazę przejrzałą powoli i opadają.

---
T. Piotrowski

7 lipca 2018r.
Ruina cerkwi w Lubyczy-Kniazie
Ze dwadzieścia lat temu Marek wykonał zdjęcie mniej więcej tak wyglądające, a które możecie zobaczyć w galerii "Cerkwie grekokatolickie". Niestety trzeba było je na kompie czyścić z bohomazów jakimi jakieś cymbały zapaskudziły ściany ruin. Nie tak dawno jednak kręcono tam jakiś film i oczyszczono ruiny z owych wykwitów sztuki nowoczesnej. Czekałem więc na odpowiedni dzień aby tam podjechać i powtórzyć to ujęcie Marka na negatywie, bo on je zrobił na slajdzie Kodaka. Negatyw jest lepszy do dużych kontrastów, chociaż slajdy Kodaka i tak radziły sobie wyśmienicie. Zależało mi na tym aby świeciło słońce ale by było lekko przymglone delikatną zasłoną chmur wysokich, co zmniejsza kontrast. Jednocześnie musiałem to zdjęcie wykonać mniej więcej o tej porze roku - aby dzień był długi, czyli aby słońce wzniosło się najwyżej, kiedy oświetla wnętrze. No i dziś były takie warunki ale sam dojazd i powrót rowerowy mocno mnie wykończył. Po tych niedawnych rześkich dniach, nastał upał i duszna parnota, a do tego byłem niewyspany przez nocne rodaków rozmowy - balkonowe. Zaczyna się koszmar lata - już zaczynam tęsknić za jesienią i zimą.

Tymczasem Marek dziś był na polach Obroczy. Kombajny już zaczynają ścinać rzepak więc jeśli chcemy wykonać jakieś zdjęcia z tematem złotych pól, to czas jest najwyższy. Cyfrowego podglądu tego co widział Marek nie zobaczymy, gdyż - co może jest dla dzisiejszego człowieka nie do pomyślenia - on dotąd nie miał żadnej cyfry, nawet w telefonie! Jest więc cyfrowo kompletnie wykluczony hehe ;) A przy okazji to zachęcam do zajrzenia na jego stronę autorską, którą niedawno nieco zmienił ->
www.marekpiotrowski.com

---
T. Piotrowski

5 lipca 2018r.
Dzisiejsze plenery
Dzisiaj (sobota) niebo przedstawiało się niebywale zajmująco, bo zawsze jest takie kiedy napływa powietrze z kierunków północno-zachodnich. Marek pojechał gdzieś na złote od zbóż pola Kosobud, a ja byłem - jak widać na załączonym obrazku - przy kaplicy Matki Bożej Krasnobrodzkiej w Podklasztorze. Nie znalazłem się tam bynajmniej przypadkiem. Chciałem wykonać tam zdjęcie w porze roku kiedy dzień jest możliwie najdłuższy, a do tego późnym popołudniem, aby kaplica była oświetlona od strony, z której najlepiej się prezentuje. Do tego zależało mi aby trawa na pierwszym planie była zielona, a korytem źródliska płynęła woda. Dobrze też byłoby aby na niebie były jakieś obłoczki i te wszystkie czynniki właśnie dziś zaistniały wszystkie razem. A nawet było ich więcej, bo przed Odpustem Matki Bożej Jagodnej przystrojono kaplicę chorągwiami więc jestem niebywale z tego wyjazdu zadowolony, mimo że w drodze powrotnej wiatr mnie srogo sponiewierał.

Na zdjęciu widać mój patent na statyw minimalistyczny dla cyklistów - monopod przywiązany do siodła roweru gumą do bagażu (ekspanderem). Razem z dwoma kołami bicykla tworzy pełnoprawny statyw i to bardzo stabilny bo super ciężki - wliczając masę roweru.

---
T. Piotrowski

30 czerwca 2018r.
Biłgorajski kwas chlebowy
Kupując wodę w Górecku Starym zauważyliśmy ciekawostkę - tytułowy kwas chlebowy z Browaru Biłgorajskiego. Jak widać na obrazku - schłodziliśmy go w tamtejszym źródlisku (ale i tak był już schłodzony) i skosztowaliśmy. Całkiem niezły a jego wielką zaletą jest brak chemii w składzie, chociaż można by czymś zastąpić kwasek cytrynowy, który smak wszelkiego jadła i napitku srogo upadla. Cena dosyć wysoka, bo 6 złociszy, o ile pamiętam ale warto więcej płacić za pożywienie nie schemizowane, bo utrata zdrowia (czyt. leczenie) jest dużo bardziej kosztowna.

---
T. Piotrowski

26 czerwca 2018r.
Aktualności i ciekawostka paranormalna
Wreszcie pada, dzięki czemu przyroda ocaleje, na czym zapewne nie zależy pogodynkom w lywizorze, dla których najlepsza pogoda to bezchmurne niebo przez cały rok. Mamy przerwę w działalności fotograficznej w plenerze więc pracujemy przy porządkowaniu strony - zamieniamy pozostałe jeszcze zdjęcia na większe, usuwamy gorsze, układamy itp. Co jakiś czas dorzucamy też jakieś zapomniane, świeżo zeskanowane, które możecie zobaczyć w zakładce "Nowe fotografie".

Skoro nie ma specjalnie o czym pisać w kwestii naszych wypadów na Roztocze, to wspomnę o pewnym zadziwiającym zjawisku paranormalnym na drogach, które obserwujemy od lat. Mam na myśli kwestię wyprzedzania rowerzystów ze zbyt małym odstępem w warunkach kiedy nikt nie nadjeżdża z naprzeciwka. Wyobraźcie sobie drogę z podwójną linia, taką jak na zdjęciu obok. Jedziemy rowerem przy prawej krawędzi, z przodu nie ma żadnych aut i mamy doskonałą widoczność, bez zakrętów. Z tyłu zbliża się auto i wyprzedza nas na centymetry, bo kierowca nie jest w stanie przekroczyć owej linii! Ogromna większość kierowców ma w mózgach taką blokadę związaną z tą podwójną linią, że choćby mieli przejechać po rowerzyście, to nie przekroczą tej farby na jezdni. Czasem jednak linia jest przerywana albo wcale jej nie ma i nie ma innych pojazdów, a kierowca i tak nie może zjechać na lewą stronę tylko "ociera się o rowerzystę".

---
T. Piotrowski

26 czerwca 2018r.
Klęska urodzaju ;)
Niektóre nasze uprawy (na przykład truskawki) susza zdziesiątkowała ale jest jedna, która zadziwia w tym roku - morwa! Zwykle nie udawało się wiele zebrać - mimo rozwieszania rozmaitych nici "odstraszających" szpaki - bo ptaki były szybsze. Jak wiadomo wstają z kurami ;) My zaś lubimy pospać więc nie mieliśmy szans w tej rywalizacji w zbiorach. Jak już wspominałem niżej - w tym roku na niedalekiej sośnie gniazdo założyła pustułka (na oko podobna do jastrzębia) i odtąd nie widzieliśmy ani jednego szpaka. Co przyjedziemy do sadu to na morwie wiszą dojrzałe owoce i cała masa leży opadłych - a szpaków ni widu ni słychu. Pewnie są u sąsiadów :) Mamy już 3 rodzaje soków z morwy (z różnymi dodatkami), konfiturę, a że pomysłów zbrakło na dalsze przetwory, to zaczęliśmy robić ratafię i tam topić nadmiary owoców. A na morwie ciągle widać nowe, niedojrzałe jeszcze owoce. Siedząc na drzewie zauważyłem też pewną ciekawostkę - otóż na owocach morwy białej siadają dzikie pszczółki i najwyraźniej pożywiają się słodkim ich sokiem. Pustułka już dawno się z gniazda wyniosła ale szpaki pewnie nie wyrywają się do sprawdzania czy jest, czy jej nie ma. I wcale się nie dziwie - ja też wiedząc, że w lesie była puma - nie sprawdzałbym czy jeszcze jest, czy już jej nie ma ;)

Wracając do tematu sztolni muszę wspomnieć o gnieździe os przy wejściu do tej od strony pól (idąc od wiaty, szlakiem). Póki co wejść się tam nie da bez spuchniętej gęby. ;) Moja jednak nie spuchła, bo w porę osy zauważyłem i zaraz im powiedziałem:
- spoko, spoko!

---
T. Piotrowski

20 czerwca 2018r.
Nie interesujemy się piłką - ale jesteśmy jej wielkimi fanami!
Tak jak w tytule - piłka nożna w ogóle nas nie kręci i nie oglądamy żadnych meczy ale cieszymy się niezmiernie kiedy zbliżają się jakieś mistrzostwa, zwłaszcza kiedy grają nasi. Ten pozorny paradoks ma takie oto wytłumaczenie: - Piłka przykuwa do lywizorów całą ciżbę ludzką i wtenczas na drogach Roztocza robi się tak pusto i cicho jak było w latach 90-ych. I to właśnie uwielbiamy! Jeśli tylko nie pada to korzystamy z tych wspaniałych dni spokoju na drogach i jeździmy po Roztoczu do upadłego. Szkoda tylko, że wielkie imprezy piłkarskie są tak rzadko! (Na zdjęciu lusterko na krzyżówce przy Grabowicy koło Suśca).

Aktualności fotograficzne

Ostatnio znowu działaliśmy w tej sztolni poniżej wiaty turystycznej w Senderkach. Wciąż jednak nie dotarłem do jej końca. Za zaciskiem (zawałem) sytuacja staje się tam coraz bardziej katastrofalna, ze względu na obrywający się stop. Interesujący się eksploracją sztolni wiedzą, że piaskowiec to paskudna skała, jeśli chodzi o stare sztolnie, bo sypie się, pęka i kruszy. Na dodatek rosnące tam drzewa rozkruszają skały korzeniami. Za tym zawałem powietrze staje się coraz bardziej duszne, bo ten zacisk utrudnia jego wymianę. Sztolnia ta jest bezpieczna do zacisku zawałowego, a za nim to radzę za daleko się nie wypuszczać. Porobiłem tam dalej trochę zdjęć ale w końcu obrywów stropu było tak dużo, że trudno było się tam przeciskać ze statywem. Wiedzieć trzeba, że w takich walących się obiektach podstawowa zasada to niczego nie dotykać na ścianach, a zwłaszcza na stropie. To jeszcze bardziej utrudnia pełzanie w wąskich miejscach. Nie wiem czy dotrę w końcu do końca, bo tam robi się naprawdę straszno. Jeśli już to z samym aparatem i lampą błyskową. Wówczas fotografuje się w ten sposób, że otwieramy migawkę, błyskamy lampą zewnętrzną i zamykamy migawkę, (czas B). Błysk jest tak krótki, że nie ma szansy poruszenia. W jednej ręce lampa w drugiej aparat - aby nie świecić od przodu, bo zdjęcie wychodzi płaskie. Jest to w sumie prosta technika fotografii w całkowitych ciemnościach. Celujemy oczywiście na wyczucie ale można lekko poświecić słabym światłem latarki, bo to się nie naświetli przez tą chwilę. Ostrość nastawiamy wcześniej, świecąc mocną latarką i następnie przechodzimy na manual aby autofocus wyłączyć.

Najdłuższe dni wykorzystujemy jak co roku do fotografii obiektów o świcie i zmierzchu - tych, które są zwrócone mniej więcej na północ.
Kolejna sprawa to temat odchodzący do przeszłości - czyli stare autobusy Autosan w krajobrazie Roztocza. Jeszcze jeżdżą ale to nie potrwa pewnie za długo więc jest ostatni moment aby ten klimat zachować.

---
T. Piotrowski

18 czerwca 2018r.